Wytropiłem człowieka, który zabił 14 000 ludzi
Wpis jest tłumaczeniem historii Nica Dunlopa zamieszczonej w Guardianie i pokazuje, że natknąć się na ludobójcę nie jest wcale tak trudno (trzeba tylko odrobinę chęci):
Poznałem go od razu. To była ta sama twarz, którą nosiłem w sobie ponad dziesięć lat.
Dorastałem w Londynie, w błogiej nieświadomości, nie zdając sobie nawet sprawy jak niebezpieczny jest świat inny niż ten, z którym miałem do czynienia. Wszystko zmieniło się chyba wtedy, gdy kończyłem dwanaście lat. Przeglądałem National Geographic, natknąłem się na pewne starożytne ruiny w Kambodży. Wyglądały przepięknie. Jednak tak naprawdę moją uwagę skupił artykuł o kraju przebudzającym się z koszmaru rządów Czerwonych Khmerów1.
Zdjęcia czaszek ofiar i masowych grobów poniekąd zmieniły moje życie. Nie mogłem uwierzyć, że są na świecie kraje, w których dzieją się podobne zbrodnie i – co więcej – ludzie odpowiedzialni za to w dalszym ciągu nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności. Zacząłem wgryzać się w temat; jak rewolucja agrarna przeprowadzona przez rząd Pol Pota przerodziła się w horror i rozlew krwi. Jak ponad dwa miliony ludzi zostało zabitych w wyniku tortur, przepracowania czy głodu i to w pierwszej połowie lat '70.
Niemal pięć la później, ciągle zafascynowany tym zjawiskiem, poszedłem do szkoły plastycznej, jednak zrezygnowałem po roku. Doszedłem do wniosku, że jedyną rzeczą jaka miała dla mnie sens była podróż do Kambodży.
Podczas drugiego dnia pobytu w tym kraju, udałem się do więzienia Toul Sleng, miejsca pamięci, gdzie wymuszano zeznania od domniemanych szpiegów i sabotażystów. Dowódca – towarzysz Duch – osobiście doglądał tortur i egzekucji na czternastu tysiącach ludzi. Wisiał tam portret Ducha, który sprawił, że chciałem go odnaleźć. Pomyślałem bowiem, że jeśli jest na świecie osoba, która może wyjaśnić sens tak wielkiej zbrodni, może nią być tylko on.
Kilka lat później pracowałem w Bangkoku jako fotograf. Gdy urządzałem sobie wycieczki do Kambodży, zawsze miałem zdjęcie Ducha ze sobą by móc je pokazać napotkanym członkom Czerwonych Khmerów. Nigdy nie sadziłem, że uda mi się go odnaleźć. Jednak w 1999 roku nastąpił przełom. Dostałem zadanie do wykonania w pobliżu nowo otwartej strefy objętej rządami Khmerów. Włóczyłem się po miasteczku, gdy nagle podszedł do mnie mały kościsty mężczyzna ubrany w koszulkę Afrykańskiego Komitetu Uchodźców, który przedstawił się jako Hang Pin.
Od razu poznałem z kim mam do czynienia. To była ta sama twarz, którą nosiłem w sobie przez ostatnie dziesięciolecie. Może i trochę posiwiał, jednak nie miałem żadnych wątpliwości. Odbyliśmy krótką rozmowę – on był zainteresowany moim aparatem, a ja starałem się zachowywać tak nonszalancko, jak tylko potrafiłem. Nie był już tym samym szaleńcem o kamiennym sercu; był gadatliwy, przyjacielski i bezbronny. Powiedział mi, że pracuje jako wolontariusz oraz misjonarz nawracający tubylców na chrześcijaństwo. Ukradkiem zrobiłem mu zdjęcie, jednak uznałem, że to jeszcze nie jest odpowiedni moment na konfrontacje. Ciągle zastanawiałem się, czy przypadkiem dalej nie jest zabójcą.
Później wróciłem do wioski z Nate Thayerem – ostatnim zachodnim dziennikarzem, który przeprowadzał wywiad z Pol Potem. Rozmawialiscmy z Duchem o minach lądowych i planach, jakie ma jego Kościół, jednak wyraźnie unikał odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące jego przeszłości. Gdy zapytał Nata o jego wizytówkę, zorientowaliśmy się, że Duch zaczyna coś podejrzewać.
„Cóż” – powiedział – „sadzę, że twój przyjaciel przeprowadzał kiedyś wywiad z Pol Potem”
„Racja” – odpowiedziałem.
Ducha dał wyraźny sygnał: „Wierzę, że to wola Boga, że tu jesteście” – powiedział. Wyglądało to tak, jak gdyby od zawsze oczekiwał nadejścia tego dnia.
Po tym rozmawialiśmy już otwarcie o tym, co się stało. Mówił, że jest mu przykro. Ostatnie dziesięć lat spędziłem na poszukiwaniu potwora, zamiast którego znalazłem starego pomarszczonego mężczyznę, który wydawał się być skruszonym i na dodatek głosił współczucie dla drugiego człowieka. Pokazaliśmy mu protokoły z przesłuchań więźniów z Tuol Sleng. Rozpoznał na nich swój charakter pisma.
Kilka dni później Duch oddał się w ręce wymiaru sprawiedliwości, jednak minęła kolejna dekada, zanim został skazany przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości. Dostał 35 lat za zbrodnie przeciwko ludzkości.
Moja rola w tym procesie była skromna; odnalezienie go to był czysty przypadek. To nie był mój plan doprowadzić go przed sąd. Ja po prostu chciałem zobaczyć tego człowieka na własne oczy: nauczyciela matematyki, który został jednym z największych masowych morderców dwudziestego wieku.
1 – Czerwoni Khmerzy (fr. Khmer Rouge) – organizacja komunistyczna, pozostająca pod wpływami maoizmu, jednak w odróżnieniu do ideologii Mao Zedonga ideologia Czerwonych Khmerów i Pol Pota łączyła w sobie elementy komunistyczne z szowinizmem i rasizmem co doprowadziło do konfliktu z innymi państwami komunistycznymi[1]. Czerwoni Khmerzy rządzili Kambodżą w latach 1975-1979. Jej oficjalną nazwą była Komunistyczna Partia Kambodży, a potem Partia Demokratycznej Kampuczy. Czerwoni Khmerzy odpowiadają za śmierć ok. 25% obywateli kraju. [więcej]
Zainteresował cię wpis? Bądź na bieżąco i zasubskrybuj bloga (RSS)
Komentarze (RSS) ▤
Wieżę? Stary... :P
Nie rozumiem.
"Więżę, że to wola Boga, że tu jesteście" - wieRZę, od wiary. Wieżę to może sobie postawić.
Fakt, dzięki. Było nawet "więże" ;]
to on był w Kambodży a wy go za słówka łapiecie, żal:)
To ciekawe, ale Wikipedia podaje, że Pol Pot zmarł w 1998. A autor ponoć spotkał go w 1999...
czytaj wikipedie;] daleko zajdziesz...
w 1999 roku spotkał Ducha a nie Pol Pota
Pot żyje i wygrał parę lat temu idola w GB